Małżeństwo – rodzina

Zanim małżeństwo osiągnęło taką postać, jaką ma dzisiaj, przechodziło kilka etapów. W pierwotnych społeczeństwach istniały związki plemienne. Celem ich była obrona interesów plemienia. Sprawy etyki, zasad moralnych pojmowane były inaczej niż dzisiaj. Zasadniczym celem było utrzymanie się przy życiu. Panowało wtedy wielożeństwo. W miarę rozwoju cywilizacji małżeństwo stawało się związkiem bardziej trwałym, zawieranym już tylko między dwojgiem ludzi. Przez długie wieki mężczyzna był głową rodziny, a kobieta grała w niej rolę podrzędną. Rozwój nauki, osiągnięcia człowieka we wszystkich dziedzinach coraz bardziej zmieniały jego życie. W dążeniu do umocnienia społeczeństwa tworzono prawa regulujące współżycie w małżeństwie, co w pewnym momencie spowodowało zrównanie się praw małżonków. Stali się oni równymi partnerami i już teraz w takim samym stopniu są odpowiedzialni za los i powodzenie zawartego związku. Jedną ze spraw wielokrotnie na przestrzeni lat dyskutowanych jest ustalenie wieku, w którym możliwe jest zawarcie małżeństwa. Do niedawna w naszym kraju małżeństwo mogli zawierać ludzie, którzy ukończyli 18 lat. Obecnie mężczyzna zawierający związek małżeński musi mieć przynajmniej 21 lat. Większe jest prawdopodobieństwo, że małżeństwo zawarte przez ludzi dojrzałych nie tylko fizycznie, ale i psychicznie będzie związkiem trwałym. Każdy związek dwojga ludzi zawierany jest w nadziei, że ułatwi osiągnięcie szczęścia, pozwoli na maksymalne zadowolenie, sprawi, że łatwiej będzie walczyć z przeciwnościami losu, pomoże w osiągnięciu sukcesów życiowych. Uroczyste stroje ślubne to oczywiście mało istotny symbol radości, wesela. Często, niestety, wielu dziewczętom przesłania on wszystko. Błysk obrączki na palcu to marzenie, do realizacji którego dąży się wbrew zdrowemu rozsądkowi. Po uroczystościach weselnych następują dni codzienne, zwykłe. Nieraz ciężkie. Dużo trzeba dobrej woli, dojrzałości, aby się nie załamać, nie rzucić wszystkiego…

Powstanie małżeństwa to przecież nie obrzęd w kościele czy urzędzie stanu cywilnego

To akt składający się z czterech elementów: i. wyraźnego wzajemnego potwierdzenia małżeńskiego przyrzeczenia, 2. pełnego współżycia fizycznego i 3. rozpoczęcia wspólnego życia. Czwartym elementem jest uroczysta akceptacja tego naszego aktu przez społeczność, przyjęcie nas do społeczności w nowym charakterze, z nowymi zadaniami, z nową odpowiedzialnością. Akt ten powinien zawierać i zawiera w sobie ogromne znaczenie inicjacyjne, wprowadzające nas, jeśli nie w pełnym, to w bardzo szerokim wymiarze, w nowy stan życia. Uroczysty charakter społeczny – dla nas samych wzmacnia i upięknia to znaczenie inicjacji do decydującego startu. Przekreślenie jego sensu przez nadawanie mu zdawkowego charakteru postfactum jest smutną życiową klęską, choćby była ona niewidoczna. Wówczas pozostają tylko słowa, ślubna suknia i życzenia postronnych. Ten inicjacyjny sens występuje jeszcze silniej przy małżeństwie religijnym, zawieranym w społeczności kościelnej. Zawarcie bowiem małżeństwa sakramentalnego – to świadome odniesienie tych wszystkich czterech aktów do Chrystusa, który je przez to uświęca. Lepiej wcześniej i może w mniej dogodnych warunkach zawierać małżeństwo, ale niech to już będzie prawdziwe, pełne zawarcie małżeństwa. Doprowadzenie do tego poprzez godność i powściągliwość bardziej zwykle nieutemperowanego mężczyzny oraz spokojną godność kobiety jest ważnym sprawdzianem narzeczeństwa, dojrzałej miłości i zdolności do pokonywania trudności w sobie samych. W końcu jeszcze kilka uwag o ogólnej powściągliwości seksualnej przed małżeństwem. Na pewno nie zawsze jest ona łatwa – dla mężczyzny fizycznie przede wszystkim, dla kobiety zaś psychicznie. Jest ona jednak w pełni możliwa. Nie będę tego dowodził. Uczyniło to bowiem wielu autorów katolickich i niekatolickich. Czystość seksualna to oczywiście nie odrzucanie seksu, lęk przed nim czy niedołęstwo życiowe. Nie chodzi o pilnowanie swego ciała, tak jak się pilnuje majątku; chodzi o powściągliwość erotyczną, wynikającą z szacunku dla innych ludzi i dla własnej zdolności kochania. Czystość ma służyć miłości, a nie odwrotnie, natomiast nie stanowi alibi dla braku męskości lub kobiecości.

Małżeństwo nie jest bowiem wyłącznie ich sprawą!

Jest sprawą społeczną, zarówno dlatego, że jest tak ważne dla nich, jak i dlatego, że od niego zależy los przyszłego pokolenia. Jest także sprawą społeczną jako fakt religijny, jako sakrament, czyli szczególne uświęcenie dwojga młodych, które dokonuje się tylko w Kościele jako społeczności. I wreszcie pamiętajmy, że nawet najsilniejsza nasza miłość nie daje nam jeszcze przecież żadnych praw. Natomiast czy przynosi radość, czy cierpienie – zawsze staje się powinnością. Kościół chce chronić miłość i nie chce kierować się w swej istotnej motywacji seksualnymi tabu czy suchym rygoryzmem. Apeluje, aby młodzi zachowali właściwą drogę tworzenia swego związku i chce go przedtem i potem chronić przed odpowiedzialnością. Jest to więc kwestia naszej godności: wzajemnego poszanowania oraz szanowania zasad i praw Kościoła, które są naszymi prawami i które powinniśmy w życiu współtworzyć i bronić. Łamanie tych zasad dla doraźnej radości przez pospieszne dokonanie aktu, który ma przecież ogromne znaczenie dla nas i całego przyszłego życia, jest symptomem słabości i niedojrzałości. Nikt nas nie zmusza [czy ściślej biorąc, nie powinien zmuszać] do małżeństwa, również do zawarcia małżeństwa w kościele. Jeśli się na nie decydujemy nie dla konwencji, opinii czy satysfakcji naszych rodzin, ale z własnego, dojrzałego postanowienia, świadomi jego sensu, to nie róbmy z tego fikcji, obrzędu czysto formalnego. To bardzo trudno powiedzieć, kiedy naprawdę rozpoczyna się, powstaje małżeństwo, kiedy w zwykłym ludzkim sensie, a więc nie religijnym, jesteśmy już naprawdę małżeństwem. Jako najgłębszy, najbliższy związek dwojga osób jest bowiem tajemnicą. Sw. Paweł w liście do Efezjan nazywa je nawet «wielką tajemnicą», odnosząc to do sakramentalnego znaczenia małżeństwa, bo jest to – jak pisze – tajemnica «i w Chrystusie, i w Kościele».

Nieodpowiedzialne współżycie

Dlaczego współżycie płciowe przed małżeństwem potraktowano jako nieodpowiedzialne? Dlaczego ma ono charakter nieodwołalny?
Dlatego, że nie wystarcza – jak sądzi wielu ludzi – samo uczucie, samo zakochanie się, żeby współżycie było w pełni ludzkie, piękne i dobre, żeby angażować się w pełni całą swoją osobą: brać kogoś i oddawać się. Musi to być uczucie dojrzałe, miłość dojrzała, która daleko przekracza przyjemność, zadowolenie, nawet głęboką radość zjednoczenia się. Zawiera ono bowiem w sobie element trwałości i wyłączności nie na zasadzie posiadania, ale na zasadzie przekonania, że trwale połączyć się mogą tylko z kimś jednym. Nie mamy możliwości kochać w pełni całym swoim jestestwem więcej osób. Wiemy, że jest to po pierwsze nierealne, bo nie potrafimy równocześnie w pełni miłości dojrzałej łączyć się z kilkoma ludźmi [to znaczy złączyć swoje powołanie życiowe z ich powołaniem], po drugie – krzywdząc kogoś, kto raz się w naszą miłość zaangażował i na nas liczy. Próba pełnego współżycia i zjednoczenia fizycznego kochającej się i zdecydowanej na trwały związek pary – jeszcze przed małżeństwem – zawiera różne niebezpieczeństwa, ale niektórym ludziom nie wydaje się sprzeczna z naturą i z istotą ich miłości [będą też być może później zupełnie dobrym małżeństwem]. Takie współżycie jest jednak skazą na ich związku jako całości. Jest utratą wielkiej wartości. Koliduje bowiem z jego całościowym sensem [tworzenia nowego życia oraz tworzenia siebie i swojej miłości – przez sakramentalne zjednoczenie z Chrystusem w Kościele], który mieści się przecież w społeczności w ogóle, a w społeczności religijnej, w Kościele w szczególności. Koliduje zatem z osobistą godnością dwojga młodych ludzi. Pozbawia ich także pełnego uczestnictwa w ważnym i pięknym akcie zawarcia małżeństwa.

Wręcz idealnie

Byłoby idealizmem, gdyby dwoje ludzi mogło się natychmiast pobrać, skoro tylko oboje do tego wewnętrznie dorośli. Jednak ten ideał jest z obu stron zagrożony. Z jednej strony bywają małżeństwa zawarte zbyt wcześnie, kiedy chłopak i dziewczyna duchowo jeszcze nie są dostatecznie dojrzali, by gwarantować, iż każde z nich wybrało swego partnera poważnie i z rozmysłem. Bywa, że małżeństwo zostaje przyspieszone, gdyż dziecko ma się urodzić lub jest oczekiwane [jak gdyby takie «małżeństwo z przymusu» było najlepszym rozwiązaniem!]. Z drugiej strony, bywa też niemal nie kończące się oczekiwanie, to na mieszkanie, to na ukończenie studiów. W takim przypadku rzeczą rozsądną jest zdać sobie sprawę, iż nie jest dobrze przyspieszać zbliżenie małżeńskie. Zanim bowiem obowiązek nie zostanie publicznie poświadczony wobec Kościoła i państwa, ma on charakter prowizoryczny. Z tego powodu współżycie płciowe w takiej sytuacji, nawet gdy oboje młodzi wewnętrznie do tego dojrzeli, jest nieodpowiedzialne. Z natury bowiem współżycie ma charakter nieodwołalny; dokonuje się na zawsze. We wzajemnym oddaniu dokonuje się w chłopcu i dziewczynie pewna przemiana: od tej chwili doświadczają siebie wzajemnie jako męża i żonę, a ich pierwsze zbliżenie domaga się następnych. Pojawia się tu dysonans: z jednej strony młodzi czują się małżeństwem, z drugiej strony nim nie są. Natomiast kroku wstecz nie można już zrobić bez ponoszenia kosztów, którymi są wewnętrzne napięcia. Już te czysto ludzkie względy dają odpowiedź, dlaczego zgodnie z prawem Bożym małżonkowie mogą w pełni oddawać się sobie. Ludzie wierzący odnajdują w głębi tego Bożego przykazania poważne motywy. Przestrzegając go, w przypadku niepowodzenia nie ponosi się klęski, lecz zyskuje nowe siły. Kto w tym miejscu okaże się dość silny, doświadczy, iż życie jego uzyskuje nowe wymiary, dając uświadomienie, że nie należymy wyłącznie do siebie. Mając to przekonanie, można się nim nawzajem wspierać w sytuacjach trudnych».

Małżeńska codzienność

Poznać się naprawdę można tylko w poważnych życiowych próbach, wtedy dopiero odpadają pozy i pozory. Poznajemy się w biedzie. Ale oczywiście taką próbą będzie też małżeńska codzienność, będzie nią pierwsze dziecko. Nie ma zresztą obawy, małżeństwo nam prób nie poskąpi; narzeczeństwo natomiast ich raczej nie daje. Można natomiast i należy w wysokim stopniu przyswoić sobie w okresie narzeczeńskim ważną i cenną sztukę sprzeczania się i gniewania na siebie. Oto co piszą o tym protestancki misjonarz ks. Trobisch i jego żona w swym słynnym zbiorze korespondencji z młodą afrykańską parą na tematy małżeńskie, wydanym już dziś w kilkudziesięciu językach pod tytułem: Kochałem młodą dziewczynę-. «Wahałem się zazwyczaj udzielać ślubu młodej parze, która do czasu zawarcia małżeństwa nie posprzeczała się. Nie chodzi o to, abyście się tylko ze sobą posprzeczali, ale żebyście potrafili potem się ze sobą pojednać. Tej sztuki można i trzeba nauczyć się jeszcze przed małżeństwem. I tak długo, dopóki będziecie mogli sobie wzajemnie przebaczać, nie potrzebujecie się o wasze małżeństwo obawiać. Natomiast jeśli ktoś nie potrafi znaleźć pierwszy słowa po sprzeczce, nie powinien się w ogóle żenić. Nie powinien się żenić także ten, kto nie ma poczucia humoru. Dobrze jest bowiem, kiedy podczas sprzeczki narzeczeni potrafią się też serdecznie pośmiać sami z siebie». Te rady, pisane dla czarnej młodzieży, mają pełne zastosowanie także i dla Polaków, tylko że nam trudniej chyba przychodzi śmiać się z siebie niż Afrykańczykom. Pozostaje wreszcie do omówienia delikatna sprawa współżycia fizycznego przed małżeństwem. Odrzucamy rzecz jasna stosunki seksualne bez miłości i odpowiedzialności za drugiego człowieka i za siebie, w tym również stosunki sprzeczne z uczciwością małżeńską. Ale jeśli dwoje ludzi szczerze i uczciwie się kocha? Jeśli zdecydowali się już żyć z sobą zawsze? Pomińmy w tej chwili wymogi obyczajowe czy rygory prawa w ogóle, a w szczególności prawa religijnego. Tym dwojgu jest ze sobą dobrze, pragną uczuciowego i fizycznego zjednoczenia. Są przy tym młodzi, z natury rzeczy mniej zdyscyplinowani, a ich dynamizm uczuciowy i energie fizyczne są dużo większe i żywsze niż u ludzi dojrzałych.

Dopasować do siebie

To wtedy właśnie trzeba sobie zadawać pytania: Jakim on będzie ojcem? Jaką ona będzie matką? Jak będzie przy naszych charakterach i cechach wyglądał nasz dom? Na czym polega nasza wzajemna atrakcyjność? Co ja wniosę do jej życia, a ona do mojego? Czy właściwie jesteśmy w stanie siebie słuchać dziś i z kolei [to naprawdę trudne dla wyobraźni młodych ludzi, ale ważne i wręcz niezbędne], czy będę w stanie słuchać go [jej] za 20-30 lat? Jeszcze wiele pytań trzeba sobie postawić, nawet jeśli nie będzie można znaleźć odpowiedzi. Ale odpowiedzi musimy dawać uczciwie, co wcale nie jest łatwe, a nawet nie zawsze możliwe, bo przerasta to nasze siły. No, bo jeśli odpowiedź będzie negatywna, to co? A jeśli wyłonią się jedynie duże wątpliwości? Wówczas przyjdzie walczyć ze sobą… Ojciec Meissner cytował kiedyś radę jakiejś starej wiejskiej kobiety, która mawiała do dziewcząt: «Możesz wyjść za niego za mąż, jeśli możesz z nim jeść jedną łyżką i jeśli chciałabyś bardzo, aby twój syn był taki jak on». Rada ta sięga dużo głębiej w przeżycie narzeczeństwa, niż to się często u młodych dzieje. Narzeczeństwo – to oczywiście również próba wierności szeroko pojętej. I do tej sprawy jeszcze wrócimy. Czy można się w narzeczeństwie naprawdę poznać? Zdania są podzielone. Znam takie pary, które zwłaszcza po paru latach wspólnego «chodzenia» w okresie studiów uważały, że się już dobrze znają. A z drugiej stron w tej… «beczce soli» też jest coś z prawdy. Osobiście sądzę, że w tym wstępnym okresie, obojętne, czy będzie on trwał pół roku, czy dwa lata, na ogół naprawdę poznać się nie można. Dlatego narzeczeństwo dłuższe niż kilka lub kilkanaście miesięcy niewiele daje, a może szkodzić. Parę miesięcy natomiast na pewno się przyda.

Oszołomienie

Dlaczego? Głównie dlatego, by dokonać próby wyjścia z oszołomienia młodego uczucia ku miłości, by nie tracąc żywości i siły zakochania nauczyć się – choć trochę – dostrzegać spoza kolorowych okularów rzeczywistość tej drugiej osoby. By wyjść z tego tak częstego i zwykłego w młodych uczucia oszołomienia czyjąś męskością lub kobiecością i zacząć dostrzegać i rozumieć poza różnicą płci – człowieka. Gra pierwszych flirtów i «podrywania» czy dystyngowanych walorów towarzyskich musi wówczas ulec weryfikacji, jeśli nie w pełni, to w dużym stopniu. Wzajemne postawy, dążenia, uczucia i odruchy demonstrowane dotąd czasem tylko na zabawie, w kawiarni, często w gronie koleżeńskim, muszą być teraz choćby w nieznacznym stopniu sprawdzane: w zwykłej codzienności, we wspólnej nauce, w pracy, choćby na wycieczce, w możliwie szerokiej konfrontacji poglądów, nadziei, ambicji i zamiłowań, a także w konfrontacji z rodzinami. To ostatnie jest ważne dlatego, że w grupie koleżeńskiej obowiązują zwykle pewne konwencje, dzięki czemu – wbrew pozorom – jej członkowie zachowują się nie zawsze dostatecznie szczerze i autentycznie. Poznając środowisko rodzinne, uzyskuje się możność dużo lepszego zrozumienia partnera, dostrzeżenia cech, które w środowisku koleżeńskim nie miały okazji się ujawnić lub były tłumione. Pamiętajmy, że osobami, które waszego partnera najlepiej znają, są jego bracia i siostry. Oni najlepiej widzą różnicę między zachowaniem w rozgrywce miłosnej a zachowaniem normalnym. Zresztą poznanie rodziny partnera powie zwykle sporo o nim samym, choćbyśmy nawet byli głęboko przekonani, że on jest na pewno «inny» od «nich». Narzeczeństwo – to w równym stopniu okres weryfikacji wzajemnych stosunków między narzeczonymi, jak i stosunku partnera do innych ludzi, zwłaszcza tych stosunków, za które jest w jakimś stopniu odpowiedzialny. Jest to wstępny przegląd wzajemnych możliwości «sadystycz- no-masochistycznych».

Narzeczeństwo i zawarcie małżeństwa

Do czego służy narzeczeństwo? Czy w ogóle warto podtrzymywać ten obyczaj i instytucję? Jeśli tak, to jak długo może czy powinno ono trwać? Czy w okresie narzeczeństwa można z sobą fizycznie współżyć? Na te pytania każdy młody mężczyzna i młoda kobieta powinni sobie odpowiedzieć. Sprawa podtrzymywania obyczaju narzeczeństwa nie jest całkowicie oczywista. Bo cóż, raczej «chodzi się» z sobą, bardziej lub mniej się angażując, czasem współżyjąc już ze sobą fizycznie. W pewnej chwili staje sprawa małżeństwa. Być może jedno lub oboje i przedtem o tym myśleli, ale nie była to jeszcze wtedy ich wspólna sprawa. Od tej chwili jednak wypadki na ogól toczą się szybko. Zwykle tylko względy materialne, rodzinne itp. warunkują termin ślubu. Nieraz trzeba go przyspieszyć, bo potomstwo już jest w drodze. Nie wiem, czy instytucja i obyczaj narzeczeństwa się utrzyma, ale sądzę, że ma do spełnienia zadanie bardzo poważne. Jest zatem instytucją cenną, a przy tym ładną i sympatyczną. Jeśli bowiem młodzi są zakochani, czują i uważają, że mogą się uszczęśliwić, że im jest i będzie z sobą dobrze, wówczas myśl o podjęciu decyzji wielkiej wspólnej przygody małżeńskiej nasuwa się sama przez się. Ale wielka przygoda nie polega tylko i nie może polegać na uszczęśliwianiu się, tak jak to dzisiaj czujemy. Nie zawsze będzie przyjemna, natomiast na pewno przyniesie z sobą sporo innego rodzaju emocji. I trzeba się do niej przygotować. Dlatego warto powiedzieć sobie w sposób zupełnie jasny: «Jesteśmy narzeczonymi, przygotowujemy się wspólnie do wielkiego, pasjonującego przedsięwzięcia». I ma to znaczenie nie tylko dla pary narzeczonych, ale i dla ich rodzin i przyszłych z nimi stosunków. Przede wszystkim jednak jest to ważne dla samych zakochanych.

Podobieństwo postaw

Tak więc, jeśli podobieństwo cech osobowości nie ma specjalnego znaczenia dla szczęścia małżeńskiego, to podobieństwo niektórych postaw jest ważne. Młodzi ludzie rzadko znają poglądy swojego narzeczonego i obowiązkiem osób prowadzących przygotowanie do małżeństwa jest ułatwienie im tego poznania. Porozumienie w tych zasadniczych sprawach powinno nastąpić jeszcze przed ślubem. Właśnie porozumiewanie się we wszystkich problemach niesionych przez życie jest w małżeństwie najważniejsze. Odnosi się to do życia seksualnego, gdzie nie dobór fizyczny, ale stopniowe wczuwanie się w potrzeby współmałżonka i wzajemne dopasowywanie prowadzi do zadowolenia. Odnosi się i do całości życia małżeńskiego, gdzie nie podobieństwo, ale oparta na miłości chęć zrozumienia drugiej strony i wspólne poszukiwanie najlepszych rozwiązań jest podstawą szczęścia. Dawniej nierozerwalności małżeństwa strzegły przepisy prawne i rygorystyczna opinia społeczna. Dziś, gdy uzyskanie rozwodu nie jest zbyt trudne, trwałość małżeństwa leży w rękach samych małżonków i jest decyzją podejmowaną na nowo każdego dnia. Każdego dnia na nowo trzeba rozwiązywać powstałe konflikty, odkrywać wspólne wartości i ponawiać wzajemny z siebie dar. Niektórzy ludzie sądzą, że miłość musi przychodzić bez wysiłku, nie chcą o nią zabiegać, gdyż wydaje im się, że trud w to włożony niszczy szczęście. Tymczasem naprawdę najcenniejsze jest dla nas to, czemu poświęciliśmy najwięcej trudu i wyrzeczeń. Podobnie miłość – z największym staraniem pielęgnowana, staje się najwartościowsza.

error: Content is protected !!